Ogólne

„Nie pozwól, żeby smartfon był nianią twojego dziecka”

O wysokich technologiach wiele się mówi, sporo się pisze, często się z nich korzysta. Ciągle jednak za mało wydaje się informacji na temat ryzyka, jakie dla rozwoju społeczno-poznawczego małych dzieci niesie ich zbyt wczesny kontakt z nowinkami technicznymi. Na fan page’u Nowoczesnej Logopedii przywoływałam już zdanie na ten temat prof. Spitzera (autora „Cyfrowej demencji”), doniesienia z Australii, a dziś – kilka słów z Tokio – miasta-kolebki nowoczesnej technologii.

Japońskie Towarzystwo Pediatryczne jeszcze pod koniec 2013 roku rozpoczęło kampanię społeczną, której celem było ograniczenie długotrwałego korzystania ze smartfonów i tabletów, jako zabawek dla niemowląt i małych dzieci, ponieważ stanowią zagrożenie dla ich rozwoju. Posłużono się wyrazistym i bardzo obrazowym hasłem: „Nie pozwól, żeby smartfon był nianią twojego dziecka”. Kampania przewidywała umieszczenie znaków w klinikach pediatrycznych w kraju, mających na celu nakłonienie rodziców, aby nie pozwalali dzieciom korzystać przez zbyt długi czas z tych nowoczesnych urządzeń.

Japońscy pediatrzy zwrócili bowiem uwagę, że długotrwały kontakt maluchów z wysokimi technologiami sprawia, że są one mniej aktywne, a brak kontaktu fizycznego z innymi ludźmi powoduje brak interakcji i zaburza zdrowy rozwój poznawczy. Niepokojące stały się również doniesienia o zwiększonej liczbie przypadków, kiedy gra na smartfonie, czy korzystanie z aplikacji na tablecie zapewniały dzieciom rozrywkę na długie godziny, a zastępowały im naturalną w rozwoju zabawę z rodzicami, wspólne czytanie itp.

Prezes Towarzystwa Takamitsu Matsudaira, radzi więc rodzicom (i oczywiście nie dotyczy to tylko Japończyków), aby ograniczyli dzieciom korzystanie z wysokiej technologii, a spędzali więcej czasu ze swoimi pociechami: rozmawiając, czytając, bawiąc się i grając na świeżym powietrzu. A wszystko po to, by nie zakłócić ich zdrowego rozwoju.

Przywołuję tę kampanię z Tokio, bo wywołała ona odzew spółek, wprowadzających na rynek produkty z grupy tzw. „smart education” („inteligentna edukacja”; aplikacje na tablety i smartfony, stymulujące rozwój dzieci, jak informuje producent: przeznaczone do kooperacyjnej zabawy dziecka z rodzicem), którzy bronią zapewnień o informowaniu swoich klientów, że wszystkie te aplikacje, programy powinny być stosowane z umiarem, a dzięki temu nie będą zakłócać równowagi rozwojowej, ani wpływać degradująco na relacje rodziców z dziećmi.

Prezes firmy, Daigo Ikeya, twierdzi, że aplikacje (mające do tej pory około 5 milionów pobrań), zostały stworzone w konsultacji z ekspertami, w celu wzmocnienia relacji rodziców z dziećmi i mają służyć jako narzędzie wspomagające ich rozwój. (www.lavanguardia.com)

Czy aby na pewno tak jest, że rodzic pozwala dziecku na „zabawę” z tabletem, czy smartfonem po to, by wspólnie z nim spędzić czas? A może raczej, by w domu choć na chwilę zapanowała cisza, by dziecko się zatrzymało, a rodzic mógł odpocząć? Sami odpowiedzcie.
A ja powtórzę za JTP: „Nie pozwól, żeby smartfon był nianią twojego dziecka”, bo Twoje dziecko potrzebuje Ciebie 🙂

Reklamy
Zwykły wpis
Ogólne

Męski instynkt macierzyński

W różnych kulturach całego świata przyjmuje się, że to kobieta predestynowana jest do bycia matką. Neuronalne jednak podłoże tzw. instynktu macierzyńskiego, które jest wrodzone u kobiet, może być aktywowane również u mężczyzn, dzięki ich zaangażowaniu w rodzicielstwo. Na ten fakt wskazują najnowsze badania neurobiologów z Uniwersytetu Yale, prowadzone nad zmianami w mózgach mężczyzn, związanymi ze sprawowaniem opieki nad dzieckiem.

W badaniu udział wzięło dwa rodzaje par: 1. rodziny tradycyjne, złożone z kobiet i mężczyzn. wychowujących pierwsze dziecko oraz 2. pary homoseksualne męskie, z których jeden mężczyzna był biologicznym ojcem dziecka. Posłużono się video-nagrywaniem rodziców z dziećmi, sesją nagraniową rodziców i dziecka osobno, a podczas tygodniowej obserwacji opiekunowie poddawani byli również funkcjonalnemu rezonansowi magnetycznemu, dla zaobserwowania reakcji mózgu na odtwarzane sesje video.

Wniosek jest jeden. U każdego rodzica aktywowały się dwie osobne ścieżki mózgowe, co badacze nazwali „siecią rodzicielstwa” („parenting network”). Jedna obejmowała ciało migdałowate, wyspę, jądro półleżące – odpowiedzialne za silne emocje, uwagę, czujność; a druga – część kory przedczołowej i górną bruzdę skroniową, związane z uczeniem się i doświadczaniem. Odkrycie to dowodzi, że mózg mężczyzny, jedynie pod wpływem doświadczania rodzicielstwa, może zmienić swoje działanie i funkcjonować bardzo podobnie do mózgu matki, u której „sieć rodzicielstwa” jest aktywowana naturalnie dzięki hormonom podczas poczęcia, ciąży i porodu. U ojców heteroseksualnych zaś uruchomienie „sieci” pozostawało w proporcji względem ilości czasu spędzanego z dzieckiem. (PNAS)

Nawet jednak najbardziej podobne funkcjonowanie męskiego mózgu do mózgu matki nie zastąpi cudownej bliskości przy karmieniu piersią, matczynej-kobiecej delikatności, nie wspominając o zdobywaniu doświadczenia w relacji: dziecko – mama (kobieta), dziecko – tata (mężczyzna), jak i obserwowania wzajemnych relacji mama-tata, mających przecież niebagatelny wpływ na prawidłowy rozwój psychiczny.

Pozostając zatem w cieniu Dnia Matki, tuż przed Dniem Dziecka, a myśląc już o Dniu Ojca, życzę wszystkim Rodzicom z dziećmi wielu radosnych, wspólnych doświadczeń dla wzajemnego rozwoju mózgu.

Zwykły wpis
Ogólne

Jedzenie a mózg

Noworodek przychodzi na świat z określoną liczbą komórek mózgowych. Połączenia jednak między nimi powstają dopiero podczas poznawania świata, na różnorodne sposoby. W konsekwencji, trzyletnie dziecko ma już około 1000 trylionów połączeń w mózgu. W ich zaś tworzeniu, a zatem w prawidłowym rozwoju mózgu, kluczową rolę odgrywa odżywianie.

Po pierwsze białko. Niezbędne jest dostarczenie małemu mózgowi białka, które umożliwi (dzięki uaktywnieniu neuroprzekaźników mózgowych) komunikację komórek mózgowych między sobą. A to z kolei wpłynie pozytywnie na stopniowy rozwój poznawczy (pamięci, postrzegania wzrokowego, myślenia), społeczny i powolne budowanie umiejętności komunikacyjnych.

Po drugie tłuszcze. Jak podaje „The Journal of Pediatrics”, tłuszcze są niezbędne do prawidłowego rozwoju centralnego układu nerwowego małego dziecka, umiejętności spostrzegania oraz inteligencji. Tłuszcze DHA i AA są konieczne dla rozwoju mózgu i siatkówki. Badania przedstawiają je jako kluczowe elementy intensywnej produkcji synaps (połączeń między komórkami mózgowymi), co z kolei sprawia, że pierwsze lata życia dziecka są krytycznym okresem dla uczenia się i rozwoju w ogóle.

Po trzecie witaminy i minerały: żelazo, cynk, miedź, jod, selen, witamina A, cholina, kwas foliowy; o których przecież pamięta matka jeszcze przed ciążą, by jej organizm był jak najlepiej przygotowany na przyjęcie dziecka.

Trzy wymienione przeze mnie składniki odżywcze uważane są za niezbędne dla prawidłowego rozwoju ruchowego i poznawczego dziecka. Skutki ich niedoboru zależą oczywiście od zakresu i czasu trwania niedoboru. Wczesne zaś niedobory są najbardziej niebezpieczne. Mogą wpływać na zmniejszenie produkcji komórek, ich rozmiaru i złożoności; jak też, poprzez wpływ na złożone mózgowe procesy chemiczne, niedobór składników odżywczych może prowadzić do mniej wydolnej komunikacji międzykomórkowej w mózgu.

Zwykły wpis
Ogólne

Czas na zabawę

Sposobem na spędzenie wolnego czasu dla dziecka jest, bez wątpienia, zabawa. Obok jednak aktywności, ukierunkowanej na przyjemność  – zabawa to cenny dla dziecka czas, służący rozwojowi bardziej złożonych procesów myślenia i oczywiście rozwojowi mowy. Jaka zatem jest ta efektywna zabawa?

Dla dziecka poniżej 12 miesiąca życia najbardziej rozwijająca jest sensomotoryczna eksploracja i manipulacja znajdującymi się w zasięgu ręki przedmiotami. Roczny maluch powinien już ćwiczyć koncentrację uwagi podczas czytania mu książeczek (twardych-kartonowych, kąpielowych, materiałowych itp.), a początek drugiego roku życia to czas na zabawę w udawanie, podczas której dziecko uczy się wykorzystywać przedmioty zgodnie z ich przeznaczeniem (np. karmi misia łyżeczka). Ta forma zabawy łączy się również z chęcią angażowania do niej osób (dziecko karmi mamę, czesze, itp.). Około półtoraroczny maluch dobrze już radzi sobie z samodzielnym działaniem na obiektach, nawet tych bardziej złożonych, jak na przykład z układaniem piramidki, z dziurawych krążków.

U dwu- i trzylatka zauważyć można w zabawie bardziej już rozwinięty sposób myślenia. Taki maluch potrafi nadać przedmiotom zupełnie inne, zaskakujące nieraz dorosłych znaczenie: kartonowe pudło będzie służyło jako rakieta, a łóżeczko zamieni się w autobus. Pięciolatek zaś doskonalić będzie swoje umiejętności społeczno-dramatyczne i zabawa w udawanie osiągnie jeszcze wyższy poziom (zabawa tematyczna). Dziecko może wcielać się w rolę kogoś, kim nie jest – lekarza, policjanta itd. A sześciolatek jest już na tyle świadomy ról społecznych, że z powodzeniem zaplanuje całą sytuację zabawową wraz z podziałem na role, angażując do tego dorosłych i rówieśników. Siedmiolatki z kolei będą aranżować takie zabawy, w których obligatoryjne będzie przestrzeganie ustalonych przez nich samych zasad. My również możemy zaproponować siedmiolatkom i starszym dzieciom gry i zabawy z konkretnymi regułami, również mam tu na myśli aktywność sportową.

Ale czy zabawa dotyczy wyłącznie wieku dziecięcego?
Niejeden psycholog odpowie, że podstawą zdrowia psychicznego dorosłego człowieka jest miłość, praca i zabawa właśnie 🙂

Zwykły wpis
Wczesna interwencja terapeutyczna

Słomka

Po nauce karmienia łyżeczką, opanowaniu picia z kubeczka warto nauczyć dziecko picia przez słomkę. Nie tylko ułatwi to zaspokajanie pragnienia w podróży, ale też wpłynie pozytywnie na wzmocnienie mięśni okolicy ustnej, a tym samym będzie ćwiczeniem z zakresu profilaktyki logopedycznej.

Naukę picia przez słomkę rozpocząć należy od podawania dziecku gęstych płynów (np. soków przecierowych) przez grubą słomkę, sięgając następnie po cieńsze rurki i rzadszy płyn. Kontrolować też trzeba, by słomka zawsze znajdowała się na środku warg i nie była przytrzymywana, gryziona, żuta przez zęby.

Prawidłowe picie przez słomkę ma dużo plusów. Dziecko uczy się zaokrąglać usta, cofać język, usprawnia mięśnie oralne, stabilizuje żuchwę, a co najważniejsze – uzyskuje przy tym jeszcze większą samodzielność. 🙂

Zwykły wpis
Wczesna interwencja terapeutyczna

Niekapek. Dlaczego: NIE?

Niemowlak u logopedy (cz. 3)

Będzie krótko 🙂

Dziecko do prawidłowego rozwoju mowy musi wykształcić wiele małych mięśni, zlokalizowanych w różnych punktach całego kompleksu żuchwowo-gnykowego (czytaj: mięśnie warg, języka, dalej nawet obręczy barkowej). Pijąc zaś z typowego kubka niekapka, utrwala odruch ssania (o którym była mowa tu), więc nie aktywizuje do pracy innych mięśni niezbędnych do rozwoju mowy, a także nie uczy się innych ruchów języka, warg, żuchwy itd. poza tymi, służącymi ssaniu.

Jeśli więc dziecko doskonale radzi sobie ze ssaniem, nauczyło się też jeść z łyżeczki (po uprzednim opanowaniu umiejętności siadania oczywiście), a to znaczy, że samodzielnie ściąga z niej pokarm wargami – nie zębami (karmiący nie wyciera łyżeczki o usta dziecka), najwyższy czas na naukę picia z prawdziwego kubeczka. Jeśli jednak naprawdę jest to dla dziecka zbyt trudne, a rodzic uważa, że zdecydowanie za dużo się dookoła rozlewa, można sobie i dziecku pomóc, wykorzystując kubeczek Medela do nauki picia, ze specjalnie wyprofilowanym brzegiem, przystosowanym dla noworodków i małych dzieci. Krok konieczny i następny to samodzielne picie z kubeczka, najlepiej dwuusznego, dla lepszej jego stabilności w dłoniach dziecka. W obu przypadkach rozpoczynamy naukę od opierania brzegów kubeczka na dolnej wardze dziecka, lekkiego przechylenia, aż górna warga ściągnie napój do buzi. Najlepsza do treningu jest oczywiście woda 🙂

A co z piciem podczas podróży samochodem, spaceru itp.? Nadejdzie czas na picie przez słomkę 🙂

Zwykły wpis
Terapia logopedyczna

O zaletach mobilności logopedy

Jest kilka faktów, które są dla mnie, jako logopedy, pracującego w domach swoich małych i dużych klientów, ważne, a którymi chciałabym się z Wami podzielić.

Po pierwsze, sam decydujesz, kiedy logopeda przyjedzie do Ciebie, terminu nie dyktują przychodniane rejestry, a skierowanie od lekarza rodzinnego nie jest konieczne 🙂 Jeśli tylko coś Cię zaniepokoi w mowie swojej lub Twojego dziecka – dzwonisz/piszesz, ustalasz najlepszy dla Ciebie dzień tygodnia i godzinę, a logopeda poświęci Ci tyle czasu, ile potrzebujesz (bo nikt przecież nie niecierpliwi się w kolejce, za drzwiami Twojego pokoju).

Po drugie, nie musisz reorganizować dnia, by dojechać do specjalisty. Nie zaniedbujesz obowiązków, nie tracisz dodatkowych minut, czy godzin na dotarcie i powrót ze spotkania z logopedą. Jedyne, co wypada, żebyś zrobił, gdy już wizyta jest umówiona, to przygotowanie odpowiedniego pomieszczenia, gdzie terapeuta będzie mógł z Tobą spokojnie porozmawiać, ewentualnie poobserwować dziecko (w tym przypadku ważne jest również, by w zasięgu ręki dziecka nie było zbyt wielu zabawek, które mogą zadziałać rozpraszająco).

I z tego wynika kolejny fakt, przemawiający za tym, by to logopeda przyjechał do Ciebie. Kiedy jesteś w domu, „u siebie”, podobnie Twoje dziecko, czujesz się bardziej swobodnie, siedzisz na swoim ulubionym krześle, w ciepłych skarpetach, popijasz herbatę. Sytuacja jest niezwykle komfortowa, szczególnie, gdy logopeda traktuje Cię jak człowieka i partnera w akcie komunikacji. Jest to również niezwykle pomocne w spotkaniu dziecka z terapeutą, w warunkach dla niego najbardziej naturalnych, jakimi są warunki domowe. Logopeda ma wtedy okazję obserwować dziecko w relacji nie tylko z nim samym i jednym z opiekunów, ale też z innymi domownikami. A każda taka obserwacja jest niezwykle cenna. Poza tym, dziecko podczas takiego kontaktu z terapeutą nie odczuwa stresu związanego z wyprawą do gabinetu, czekaniem przed drzwiami na swoją kolejkę itd. To logopeda wchodzi powoli w jego uporządkowany, domowy świat, stając się jego częścią, gdy systematycznie, o ustalonej z rodzicami porze zjawia się u dziecka, a może lepiej zabrzmi: DLA dziecka, bo przez określony czas, to ono jest w centrum zainteresowania logopedy.

Może pojawić się zarzut: Czy taka praca jest w ogóle możliwa? Przecież nie jesteś w stanie wozić ze sobą całego gabinetu, tylu różnorodnych pomocy, czasem zabawek, a logopedyczne lustro, a multimedia?

Zarzut oczywiście jestem w stanie odeprzeć, bo mam swój sposób na bycie mobilnym terapeutą (tak pracuję w Krośnie i okolicach; więcej na www.krosno-najezykach.pl).

Jak sobie radzę? Odpowiedź niedługo, już w następnym wpisie 🙂

Zwykły wpis